Rozmowa ze Stanisławem Kalembą, posłem na Sejm z Polskiego Stronnictwa Ludowego
Potrzebne dobre chęci i uczciwość
- Był Pan jednym z inicjatorów poselskiej dyskusji na temat stanu spółdzielczości. Ten sektor gospodarki boryka się w naszym kraju z wieloma problemami, a przecież ma on wieloletnie tradycje?
- Te tradycje sięgają początków dziewiętnastego wieku. Wystarczy wymienić Towarzystwo Rolnicze Hrubieszowskie z 1816 roku, założone przez Stanisława Staszica, które realnie wspierało ludność rolniczą i wiejską w różnego rodzaju nieszczęściach. Jedną z pierwszych spółdzielni w Europie, było Towarzystwo Rzetelnych Pionierów z Rochdale założone przez tkaczy w Anglii prawie 170 lat temu. Warto też przypomnieć, że pierwsze banki spółdzielcze powstały na ziemiach polskich. W 1861 roku w Poznaniu powołano do życia Towarzystwo Pożyczkowe dla Przemysłowców miasta Poznania, które uważane było za pierwszą spółdzielnię pożyczkową. W następnym roku rozpoczęło działalność Towarzystwo Pożyczkowe w Brodnicy, którego kontynuatorem jest bank spółdzielczy w Brodnicy, istniejący do dziś i zarazem najstarszy w Polsce. Byliśmy wówczas prawdziwymi pionierami spółdzielczości. Dlatego mamy też wspaniałe doświadczenia. Natomiast druga wojna światowa, a potem okres Polski Ludowej spowodowały prawdziwe spustoszenie w świadomości wielu Polaków. Negatywne odczucia, a nawet wrogość do tej formy gospodarowania, wiązały się przede wszystkim z tworzenie przymusowych kołchozów na wzór radziecki. Ta forma gospodarowania na obszarach wiejskich była sprzeczna z ideą spółdzielczości i bywa, że rolnicy do dziś pamiętają tamte, wyjątkowo dla nich trudne doświadczenia. To spowodowało poważne problemy socjotechniczne, wynikające ze złych doświadczeń. Byłem kilka lat temu w północnych Włoszech w Trentino i okazało się, że oni mieli podobne doświadczenia jak my. Zaraz po zakończeniu drugiej wojny światowej była tam olbrzymia bieda i Włosi szukali sposobów rozwiązania tego problemu, innego niż tylko emigracja zarobkowa, głównie do Stanów Zjednoczonych. Doszli wówczas do wniosku, że muszą coś robić razem. Ale przeszkodą był brak zaufania, chociażby między drobnymi producentami rolnymi. Zresztą to zjawisko występuje także obecnie. Zwracali się wówczas do jedynej osoby cieszącej się zaufaniem wszystkich, czyli najczęściej miejscowego księdza. Podobnie było w Polsce, gdzie jednym z najbardziej znanych twórców i zwolenników spółdzielczości bankowej w Wielkopolsce był ksiądz Piotr Wawrzyniak.
- Pomimo kryzysu w polskiej spółdzielczości, warto zaznaczyć, że pewne sektory spółdzielczości, jak chociażby banki spółdzielnie, czy spółdzielnie mleczarskie, oparły się tym niekorzystnym tendencjom?
- Tak. W tych bardzo trudnych warunkach, ci którzy mieli wpływ na reformy społeczne i gospodarcze przeprowadzone w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, nie widzieli miejsca dla spółdzielczości. Uważali, że to jest jakiś relikt socjalistycznej gospodarki, ale z drugiej strony przyjeżdżali w okresie naszej transformacji eksperci z zagranicy, gdzie spółdzielczość bardzo dobrze się rozwijała i dzielili się swoimi spostrzeżeniami na ten temat. Wydaje mi się, że niektórzy ówcześni decydenci dostrzegli, że spółdzielnie, to atrakcyjny kąsek do przejęcia i łatwego wzbogacenia się. Stąd decyzje dotyczące tego sektora, które w niektórych kwestiach są nawet niezgodne z obowiązującą konstytucją. Przede wszystkim nie wzięto pod uwagę doświadczeń światowych: Międzynarodowej Organizacji Pracy, czy Organizacji Narodów Zjednoczonych, której sekretarz generalny każdego roku wydaje specjalne przesłanie podkreślające potrzebę rozwoju systemu spółdzielczego. To były gotowe rozwiązania, które wystarczyło wdrożyć do naszej rzeczywistości. Zabrakło chyba w tym przypadku dobrych chęci albo zwykłej uczciwości.
- Rząd przygotował specjalny raport o stanie spółdzielczości w Polsce. Czy widział pan ten dokument, a jeśli tak, to jakie płyną z niego wnioski?
- Tak widziałem. Z raportu wynika jednoznacznie, że sektor spółdzielczy w naszym kraju nie został należycie doceniony. Zwraca się w nim uwagę na rozwiązania zastosowane w innych krajach. Podkreśla się też konieczność wprowadzenia takich zmian, które spowodują, że sektor ten znajdzie się wśród innych elementów tworzących system społeczno - gospodarczy w Polsce. Są też pokazane przykłady, gdzie spółdzielczość obroniła się sama. Mam tu na myśli przede wszystkim banki spółdzielcze i spółdzielnie mleczarskie. Tutaj wyraźnie widać, że mamy do czynienia z nowoczesnymi formami gospodarowania. Szczególnie banki spółdzielcze bardzo dobrze poradziły sobie z ostatnim kryzysem, jaki pojawił się w sektorze finansowym. Mało tego, okazały się najzdrowszym ogniwem systemu bankowego w naszym kraju. To wszystko znaczy, że spółdzielczość bankowa w Polsce, nawet w niesprzyjającym klimacie, potrafiła się sama obronić i nawet powoli zwiększa swój udział w rynku. Gdyby takie zasady jak w bankowości spółdzielczej były stosowane w wielkich korporacjach i innych instytucjach finansowych, to moim zdaniem, nie mielibyśmy żadnego kryzysu finansowego. Banki spółdzielcze pilnują generalnej zasady, że zawsze udzielają mniej kredytów, niż mają kapitałów. Natomiast nie zawsze jest to przestrzegane w wielkich instytucjach finansowych. Niestety żaden z rządów po 1989 roku nie wystąpił z propozycją uregulowania spraw spółdzielczości, a kiedy projekt nowego Prawa spółdzielczego był już w zasadzie gotowy, za czasów Włodzimierza Cimoszewicza, który był wówczas marszałkiem Sejmu, to nie został uchwalony. Nie został w ogóle poddany pod głosowanie, ponieważ spowodowałby utratę pewnych niewielkich wpływów do budżetu państwa. Dzisiaj widać, że ta utrata wpływów zostałaby zrekompensowana z nadwyżką, gdyby trzeba było na przykład ratować banki spółdzielcze za państwowe pieniądze, tak jak to się stało w wielu innych krajach. Przykro o tym mówić zwłaszcza, że w kilka miesięcy później, pod presją protestów górniczych, nagle znalazły się pieniądze na ratowanie właśnie tego sektora gospodarki.
- Pana zdaniem, z doświadczeń jakich krajów w zakresie rozwoju spółdzielczości, powinniśmy przede wszystkim korzystać?
- Moim zdaniem najsilniej rozwinięta jest spółdzielczość we Francji. Szczególnie silny jest ten sektor w rolnictwie. Najbardziej widoczne jest to w Bretanii. Byłem tam na konferencji połączonej z miejscowymi targami w Rennes. Organizatorem targów były samorządy spółdzielni rolniczych, zajmujących się sprawami genetyki roślin i zwierząt, handlem produktami rolnymi i wieloma innymi kwestiami, ważnymi dla lokalnych społeczności. Podobnie silna jest spółdzielczość w północnych Włoszech. Mogę podać przykład regionu wokół Trentino, gdzie dwie trzecie oszczędności zgromadzonych przez lokalne społeczności ulokowano w miejscowych bankach spółdzielczych. Ale tam już w szkołach zawodowych i średnich uczy się o zasadach gospodarki spółdzielczej. Taki kierunek nauki jest także na miejscowej wyższej uczelni. Na wsi funkcjonują liczne spółdzielnie rolników, a w regionie działają spółdzielcze punkty skupu produktów rolnych. Jest też konfederacja skupiające przedstawicieli z różnych dziedzin spółdzielczości. W tym regionie Włoch, jeśli ktoś nie ma zrozumienia dla spółdzielczości, to z pewnością nie zostanie wybrany na wójta, burmistrza, czy prezydenta miasta. Nie ma tam też rozwiniętej sieci supermarketów, ponieważ z powodzeniem zastępują je spółdzielcze formy handlu i obrotu towarami, czy usługami. Oznacza to duże bezpieczeństwo obrotu i nie są potrzebni pośrednicy. W Polsce jest kilka przyczyn, że spółdzielcze formy gospodarowania nie mogą się rozwinąć tak jak w innych krajach. Po pierwsze znaczna część elit politycznych naszego kraju nie rozumie spółdzielczości. Z drugiej strony są też tacy, którzy doskonale zdają sobie sprawę z tego o jak duże pieniądze toczy się gra. Ci ludzie służą przede wszystkim wielkim korporacjom i instytucjom o zasięgu globalnym. Boją się także, jak silna stałaby się spółdzielczość, gdyby znaczniejsze środki finansowe przeznaczone na rozwój, trafiły do tego sektora gospodarki. Dlatego między innymi nie powstał od wielu lat żaden projekt ustawy dotyczący przyszłości sektora spółdzielczego.
- Dziękuję za rozmowę.
Janusz Orłowski
Pełny tekst rozmowy zostanie zamieszczony w najbliższym numerze miesięcznika “Bank Spółdzielczy”